Melk i Dolina Wachau. Podróż, która czekała na siebie 40 lat

Posted on

Mialem 11, może 12 lat, kiedy poznałem Imię Róży. Nie wiem, czy najpierw był film czy książka, w każdym razie chciałem być jak Adso z Melku. Inaczej. Czułem bliskość do Adso, bo byłem całkiem jak on. Nieco naiwnie, ale bardzo intensywnie poznawałem świat. Jeszcze nie dojrzale, ale bardzo gorliwie odkrywałem jego sekrety. Imię Róży i Adso z Melku towarzyszyli mu w składaniu kolejnych fragmentów tego świata w logiczną i jasną całość. W przekraczaniu jego niewidzialnych granic, szukania wyjścia z labiryntu. Fascynująca, młodzieńcza podróż. I to poczucie prostej drogi, którego nie traci się, nawet kiedy ścieżka staje się kręta (Umberto Eco, Imię Róży).

Prawie 40 lat później Adso z Melku przypomniał o sobie, kiedy planowałem inną podróż. Na pogranicze morawsko-austriackie.

Melk. Zawsze chciałem tam pojechać. Zobaczyć rodzinne miasto Adso. Jest piękny. Wąskie uliczki, urokliwe domy ze spadzistymi dachami, dawna i współczesna sztuka uliczna, sklepiki z pamiątkami dalekimi od tandety. A kiedy spojrzysz nieco bardziej w górę, ponad dachy Malku – opactwo. Monumentalne i imponujące. Tak barokowe, że bardziej już chyba nie można.

Droga z miasta do opactwa jest stroma. Czujesz to bardziej dotkliwie, kiedy prowadzisz przed sobą wózek inwalidzki. Na szczęście zdarzają się ludzie, którzy oferują bezinteresowną pomoc. I z tą pomocą udało nam się dotrzeć na górę.

21 marca 1089 roku margrabia Austrii, Leopold II Babenberg podarował kościół i twierdzę na skale w Melku pierwszemu opatowi Benedyktynów Sigiboldowi i jego mnichom. Od tamtej pory zakonnicy nieprzerwanie żyją w opactwie zgodnie z regułą świętego Benedykta. W bibliotece opactwa do dziś znajduje się księga reguł, którą pierwsi mnisi przywieźli ze swojego rodzimego klasztoru w Lambach. Rękopis liczy ponad 1000 lat…

Na początku XVIII wieku klasztor został przebudowany, a właściwie zbudowany od nowa w stylu barokowym przez Jakoba Prandtauera. Z tego czasu pochodzi też kościół opacki świętych Piotra i Pawła zdobiony freskami Johanna Michaela Rottmayra. Wnętrze, które zaprojektował Antonio Beduzzi zachwyca istną feerią barw – ochry, pomarańczu, zieleni, szarości i złota. Zaraz po zakończeniu budowy założono też zjawiskowy park z pawilonem dekorowanym egzotycznymi freskami Johanna Wenzela Bergla.

Zapraszam do obejrzenia galerii że szczegółowo opisanymi zdjęciami. I choć w budynkach klasztoru obowiązuje zakaz fotografowania, niech to będzie tylko zachetą do odwiedzenia opactwa.

Melk jest bramą do Doliny Wachau, wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Krajobraz kulturowy, połączenie natury i działalności człowieka na tym czterdziestokilometrowym, przełomowym odcinku Dunaju między Melkiem a Krems, jest zachwycający i budzący szacunek. Urzekające, surowe klify, kręte doliny, wieże obronne budowane już od czasów rzymskich, średniowieczne zamki i twierdze, imponujące opactwa, malownicze widoki i miasteczka, winnice, pola i sady morelowe. Najlepiej zobaczyć je wszystkie z pokładu statku. Pływa ich sporo, a i cena biletu zachęca do tej formy podróżowania. Bardzo statki polecam DDSG Blue Danube. Jeden widok piękniejszy od drugiego, nie wiadomo, w którą stronę odwrócić głowę. W czasie rejsu wypatrujcie szczególnie bacznie kościoła obronnego św. Michała w St. Michael, promu linowego przecinającego Dunaj między Spitz i Arnsdorf, niebieskiej wieży w Dürnstein, ruin tamtejszego zamku, w którym był więziony król Ryszard Lwie Serce, pojmany w grudniu 1192 roku przez księcia austriackiego Leopolda V Babenberga w czasie powrotu z III wyprawy krzyżowej. A w oddali sylwetki innego wielkiego opactwa Benedyktynów wpisanego na listę UNESCO – Göttweig.

Podróż statkiem kończy się w Krems na der Donau. To było szczególne zaskoczenie naszej podróży. Nadzwyczajnie pozytywne i trwałe wpisujące się w pamięć. Spacer zaczęliśmy od Stein na der Donau, kiedyś oddzielnego miasta. Jego historyczne centrum zachowało się prawie w całości, jest spójne i malownicze, mimo sporej ilości turystów panuje niczym niezmącony spokój. Jakby wszyscy postanowili przenieść się w czasie o kilka wieków. Każda uliczka zachęca do tego by w nią skręcić, każdy budynek jest architektoniczną perełką i chce się do niego zajrzeć. Ależ tam pięknie!

I na koniec Krems. Crème de la crème naszej wycieczki. Nazwę miasta znamy dobrze, choć pewnie niewielu z nas skojarzy to od razu. A właśnie od niej pochodzi nazwa popularnej w Polsce musztardy kremskiej. W Krems są zabytkowe kościoły, klasztory i kamienice mieszczańskie reprezentujące wszystkie style architektoniczne, naprawdę dużo tych gotyckich i renesansowych. Z obwarowań miejskich zachowała się brama Steiner Tor, jeden z symboli miasta. W Krems są też Muzeum Karykatury i Landesgalerie Niederösterreich, których współczesne budynki stały się nowymi ikonami architektonicznymi miasta. W zabytkowym Paasauerhof urodził się Ludwig von Köchel, autor katalogu dzieł wszystkich Wolfganga Amadeusza Mozarta, KV (Köchelverzeichniss). Jest i ciekawostka arcyzabawna – fontanna… pantoflarza.

Spacer po Krems był zbyt krótki. Na koniec dopadł nas deszcz, co przy prowadzeniu wózka inwalidzkiego jest niezbyt przyjemne. Pewnie więc kiedyś do Krems wrócę. A dojechać tam łatwo, bo pociąg z Wiednia jedzie zaledwie godzinę.

Jeszcze raz zapraszam do galerii zdjęć. W ich opisach jest wiele dodatkowych informacji. Są między innymi nazwy budynkówi adresy, co może przydać się w zwiedzaniu.

Wizualne portfolio, wpisy i galeria obrazków dla WordPressa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *