Pierwszy raz od długiego czasu pojechałem na dalszą wycieczkę. Przy okazji wizyty na Gliwicki Festiwal Bachowski postanowiłem odwiedzić naszych braci Czechów.
Zacznę od końca. Frýdek-Místek.
Kiedy jeździłem z babcią do Budapesztu, zawsze radość sprawiały mi drogowskazy ze śmiesznie dla mnie brzmiącą nazwą. W końcu po latach udało mi się odwiedzić to dwumiasto. Bo Frýdek-Místek powstał z połączenia śląskiego Frýdka i morawskiego Místka. Do dziś miasteczka po dwóch stronach Ostrawicy mają inny klimat…
We Frýdku-Místku są dwa rynki. Obydwa piękne. Są zabytkowe kościoły i kamienice, we Frýdku piękny zamek i ciekawa osiemnasto- i dziewiętnastowieczna architektura. Wartka rzeka (wszak jesteśmy u podnóża Beskidów) i dobrze utrzymane parki. Są też relikty ery przemysłowej i ślady byłej Czechosłowacji.
Jest też coś, czego nie ma nigdzie na świecie. Marlenka. Udało mi się zwiedzić fabrykę moich ulubionych miodowników.
Patrzcie więc i podziwiajcie. A jeśli będziecie kiedyś przejeżdzać obok – zajrzyjcie.
