Kraj Zliński na 5 dni, dzień 2

Posted on

Velehrad – Modrá – Buchlovice – Staré Město – Uherské Hradiště

Poniedziałek. Co robić, przecież wszystko pozamykane. Otóż nie wszystko. W Czechach dobrą wycieczkę można zaplanować nawet na poniedziałek. Zacząłem bardzo wcześnie rano od Velehradu. Całą drogę z Otrokovic próbowałem dojść do siebie po kilku bardzo przykrych niespodziankach, jakie sprawił mi HR. Masakra. Jeszcze o tym nieprzyjaznym miejscu opowiem. Ale kiedy tylko wysiadłem z autobusu dobry nastrój wrócił. Velehrad emanuje dobrą energią. Jest tajemniczy. I niesamowicie spójny. Wszystko tam do siebie pasuje. Wokół rozległego placu skupione są główne zabytki — klasztor cystersów, obecnie siedziba Gimnazjum im. Antonína Cyrila Stojana oraz Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i świętych Cyryla i Metodego. To jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych w Republice Czeskiej. Choć nie utożsamia się go już z Veligradem, stolicą Wielkich Moraw, cały czas pielęgnuje się tradycje świętych Cyryla i Metodego. Ich wizerunki są na każdym kroku. W bazylice znajduje się nawet umieszczony na feretronie obraz z wizerunkiem świętych namalowany przez Jana Matejkę. Jego tytuł na obramieniu górnym i dolnym brzmi: C(yryl)M(etody) SŁOWIANOM, a podpis Dar Narodu Dar Narodu Polskiego dla Bazyliki Velehradzkiej. Matejko osobiście złożył w darze poświęcony przez papieża obraz w 1000. rocznicę śmierci św. Metodego, obchodzoną w 1885 r. Wprawne oko wypatrzy w tle wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej.

Czarna Madonna jest też na chorągwi procesyjnej podarowanej przez Wielkopolan. Przedstawia ona wyszyty złotą i srebrną nicią wizerunek Królowej Korony Polskiej. Po drugiej stronie wyszyty jest srebrną nicią Orzeł Biały w złotej koronie otoczony napisem: „Na pamiątkę tysiącznej rocznicy zgonu świętego Metodego złożyli Wielkopolanie”. Podobno w chorągwi wykorzystano materiał ze sztandaru niesionego przez polskie oddziały w czasie odsieczy wiedeńskiej 1683… Poloników jest w Velehradzie więcej. Wszystkich pielgrzymów wita krzyż upamiętniający wizytę Jana Pawła II w 1990. Historyczną ciekawostką jest także to, że wielkie zasługi dla rozwoju klasztoru miał Mikołaj Kromer z Biecza, tutejszy opat w latach 1567-1572. Rozpoczął on odbudowę klasztoru po zniszczeniach w czasie wojen husyckich. W swoim liście do słynnego brata Marcina pisał „buduję nowy klasztor, wyposażony w dormitorium, refektarz, bibliotekę, kapitułę i infirmerię, pomieszczenia, których nie było w opactwie przez 150 lat”. Jestem pewien, że odkrywanie tych polskich śladów, będzie dla was zajmujące.

W Velehradzie są i inne ciekawe miejsca, zobaczycie je na opisanych zdjęciach. Bardzo urzekły mnie ogrody wokół klasztoru oraz łąki i pola w drodze do Modrej. Zdarzyły się też piękne odbicia w stawach. Moje ulubione.

Modrá. Archeoskanzen i Żywa woda. Atrakcje dla wszystkich, ale dla rodzin z dziećmi miejsca wymarzone. Skansen to osada z okresu Wielkomorawskiego. Znajdują się tam autentyczne znaleziska archeologiczne, z których część pochodzi bezpośrednio z terenu, na którym znajduje się skansen. Widzimy mury, chaty, zabudowania gospodarcze i kościelne, w tym pałac biskupi i kościół św. Jana. Są też warsztaty, w których można obserwować życie i pracę mieszkańców osady. I zwierzęta gospodarskie. W tym dostojnego kozła z długaśną brodą. Obok skansenu możemy odwiedzić wodny świat, Živá voda. Znajdziecie tam szklany tunel umieszczony w stawie, w którym pływają ryby słodkowodne. Jest też ogród edukacyjny, pełen różnorodnych ziół, krzewów i drzew charakterystycznych dla ekosystemów Białych Karpat i pasma Chřiby. I długa drewniana kładka nad wybiegiem praturów. Żywe skamieliny. Wszystko tu się ze wszystkim łączy. Widziałem tam mnóstwo radosnych i uśmiechniętych dzieci. Zainteresowanych historią i przyrodą. O tym jest właśnie Modrá.

Następnym etapem podróży były Buchlovice. Wprawdzie pałac jest w poniedziałki zamknięty, ale do parku można wejść bez problemu. Trzeba tam wejść. Jest przepiękny. Ze względu na specyficzne ukształtowanie terenu, jest on ułożony tarasowo. Pierwotnie park został pomyślany w stylu francuskim. Pod koniec XVIII wieku został jednak przearanżowany w modnym wówczas duchu tzw. sentymentalizmu, kiedy spacer w sztucznie stworzonym naturalnym krajobrazie miał wywoływać różne uczucia i przeżycia za pomocą różnych elementów, między innymi rzeźb i kompozycji roślinnych. Autorem projektu tej przebudowy był prawdopodobnie słynny brneński rzeźbiarz Ondřej Schweigl. Za czasów rodziny Berchtoldów dołączono park krajobrazowy w stylu angielskim. Posadzono wiele egzotycznych i rzadkich gatunków drzew, których nasiona i sadzonki przywiózł ze swoich podróży po całym świecie dr Bedřich Berchtold. Park jest świetnie utrzymany. Chce się spacerować dłużej i dłużej. Odkrywać ciekawe zakątki, podziwiać nieznane u nas gatunki drzew, krzewów, bylin. I dużo pięknych kwiatów. Zobaczcie sami…

Kiedy zbliżałem się do wyjścia z parku — lunęło. I nie zanosiło się na przelotkę. I jak się nie zanosiło, tak się nie zaniosło. Przeczekałem chwilę, ale trzeba było podjąć jakąś decyzję. Rozsądek swoje, chęć kontynuowania wycieczki swoje. Pojechałem do Starego Miasta do Muzeum Wielkich Moraw. Na szczęście czynne w poniedziałki. Na przetrwanie deszczu. Muzeum znajduje się nad fundamentami kościoła cmentarnego odkrytego w 1949 roku przez Viléma Hrubého (prawdopodobnie pierwszego dzieła architektury okresu wielkomorawskiego na ziemiach czeskich), jest tam wystawa o ważnych momentach w historii Państwa Wielkomorawskiego i życia w słowiańskim grodzie. W dobudowanym w 2022 skrzydle — Centrum Cyryla i Metodego — mieści się ciekawa multimedialna wystawa przedstawiająca życie apostołów Słowian. Dla wszystkich, także dla rodzin z dziećmi. Może przede wszystkim dla nich. Obok muzeum stoi nowoczesny kościół Ducha Świętego. Jedna z jego wież to znakomity punkt widokowy. Choć w to akurat muszę uwierzyć na słowo honoru, bo widoczność była w dzień mojej wizyty zerowa.

I co dalej? Jak i Czerwonych Gitar…

„Ciągle pada.
Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej
Żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie
A ja chodzę desperacko i na przekór wszystkim moknę…”

Uherské Hradiště. Węgierskie Grodziszcze. Wcale nie miałem tu przyjeżdżać. Ale mnie ciągnęło. Bardzo. Miasto okazało się jedną z największych podróżniczych niespodzianek tego roku. Pełno w nim ciekawej architektury. Starych kościołów, modernistycznych kamienic. Jest neoromańska synagoga i wieża ratusza, którą widać z każdego punktu miasta. Uherské Hradiště to serce Słowacka (nie mylić ze Słowacją), regionu etnograficznego Moraw, w którym ciągle żywe są ludowe tradycje. W parku stoi słowacka chata, ludowe motywy są widoczne też na innych budynkach. I w świetnej informacji turystycznej.

„Ciągle pada.
A ja chodzę nie przejmując się ulewą ani śpiesząc
Czując jak mi krople deszczu usta pieszczą”

Tak właśnie było. Miasto zaprasza do siebie. Chce się chodzić i wsłuchiwać się w jego melodię, poczuć rytm. Przystanąć i porozmawiać z innym moknącym przechodniem. Chłonąć jakąś nieopisaną magiczną atmosferę. Spacerować bez celu, chłonąć, doświadczać, odkrywać nieznane. Ależ to fajne, proste, bezpretensjonalne. Chyba zostałem flanerem.

Kiedyś jeszcze tam pojadę. Już nawet jest tajny plan. Tymczasem popatrzcie na zdjęcia. W deszczu, więc w jakimś sensie wyjątkowe. I dobrze opisane.

Podróż odbyła się we współpracy z Czech Tourism oraz z Centralą Ruchy Turystycznego Wschodnich Moraw

A o Kraju Zlińskim i innych regionach Czech można przeczytać tutaj:

Visit Czechia (Kraj Zliński)

Visit Czechia, wszystkie regiony

Wizualne portfolio, wpisy i galeria obrazków dla WordPressa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *