W morawskiej Toskanii

Posted on

Plan dnia był ambitny, więc Filip odebrał nas z hotelu w Znojmie już wcześnie rano. Kierunek Mikulov.

Znałem panoramę Mikulova. Kilka razy przejeżdżałem tędy z babcią w drodze do Budapesztu. Nigdy się tam nie zatrzymaliśmy. Nawet teraz Polacy powielają ten błąd: Mijają Mikulov tłumnie w drodze do Chorwacji. Nigdy się tu nie zatrzymując. A warto. Dla kosmopolitycznej atmosfery, zaskakujących zabytków architektury, widoków, które otwierają się w czasie spaceru niemal co chwilę.

Filip mówi, że Mikulov jest modny. Rzeczywiście jest tu dużo więcej turystów niż w Znojmie, w którym się zatrzymaliśmy. Modne sklepy, wykwintne restauracje, dziesiątki kawiarenek, jeszcze więcej winiarni. Coś musi być na rzeczy.

Zaczęliśmy od krótkiego spaceru po historycznym centrum miasta. A potem na Zamek. To wizytówka Mikulova. Imponujących rozmiarów budowla wznosi się na wysokim wzgórzu. Widać go już z odległości kilku kilometrów. Romańska warowania powstała już w XI wieku. W 1290 roku stał się własnością Liechtensteinów, którzy dokonali jego przebudowy w stylu gotyckim. Następna wielka przebudowa — w stylu barokowym — zaczęła się po kupnie zamku przez Ladislava Kereczenyi w 1560 roku. Dokończyli ją Dietrichsteinowvie, którzy byli właścicielami zamku aż do 1945 roku.

Kilka kilometrów od Mikulova zaczyna się wielki park. Nie zwykły park, a krajobraz kulturowy, na który składają się ogrody, parki, budynki, budowle, zbiorniki wodne. Ogród Europy. Ma 143 kilometry kwadratowe, to największy tego rodzaju kompleks stworzony ręką człowieka. Lednicko-valtický areál. Lednice i Valtice. Kompleks wpisany w 1996 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Na zdjęciach wygląda tak pięknie, że odkąd zacząłem podróżować po Morawach, był na samej górze listy miejsc do odwiedzenia.

Czasami okazuje się, że rzeczywistość nie dorównuje naszym wyobrażeniom o jakimś miejscu. W przypadku krajobrazu Lednic i Valtic było inaczej. Jest dokładnie tak, jak go sobie wyobrażałem, tak, jak o nim myślałem i marzyłem. Pomimo połączenia wielu stylów, jest spójny. Pomimo dużej liczby turystów, jest kameralny. Pomimo zmian i perturbacji w czasie II wojny światowej i zaraz po niej, jest autentyczny. Bajka.

Zamek Valtice to nie tylko imponująca barokowa rezydencja, ale też centrum winiarstwa i siedziba Narodowego Centrum Wina oraz Salonu Win Republiki Czeskiej. Wina nie piję, ale Filip mówi, ze te morawskie są najlepsze na świecie. A to wyjątkowy specjalista i certyfikowany somelier. W kompleksie jest też mnóstwo restauracji i kawiarni, w tym wielokrotnie nagradzanych w konkursach gastronomicznych i prowadzonych przez znanych mistrzów kuchni.

W Valticach zdecydowaliśmy się na zwiedzanie z przewodnikiem. Trasa zwiedzania prowadziła nas przez kilkanaście reprezentacyjnych pomieszczeń na drugim piętrze zamku. Zobaczyliśmy wiele ciekawych eksponatów, sypialnie, wielką jadalnię, pokój chiński, różowy, cesarski i wiele innych. Możecie je zobaczyć na opisanych zdjęciach. A z tyłu głowy słyszę od Marcina, że mam napisać o kapciach nakładanych na buty. To piszę. Co za przygoda. Kapcie w rozmiarach XXXS do XXXL. Każdy zajdzie swój rozmiar. I choć to w porównaniu do innych podobnych muzeów anachronizm, poczułem się jak dzieciak kilkadziesiąt lat temu, kiedy takie kapcie były powszechne.

Kolejny z zamków, Lednice, jest zupełnie inny. Zbudowany w XVI wieku w stylu renesansowym, później wielokrotnie przebudowywany, obecny kształt uzyskał podczas gruntownej przebudowy w połowie XIX wieku w stylu naśladującym angielski gotyk Tudorów. Architekci, którzy projektowali nowe założenie, byli wybitnymi artystami. Pozostawili zamek spójmy z jego historią, ale przede wszystkim z całym krajobrazem kulturowym. I choć wielu określa zamek w Lednicy jako morwaski Disneyland, mi to porównanie nie pasuje.

W parku krajobrazowym jest wiele budowli, które nadają mu specyficznego, tajemniczego, romantycznego klimatu. Świątynia Apollina, Belweder, Świątynia Diany (Rendez-vous), budowla inspirowana rzymskim łukiem triumfalnym, Zamek Graniczny – zbudowany na dawnej granicy Moraw i Dolnej Austrii, Zamek Jana – sztuczna ruina średniowiecznego zamku, Kaplica św. Huberta – romantyczna leśna kaplica poświęcona patronowi myśliwych, Zamek Lány – budynek w stylu empire, w którym rodzina Liechtensteinów odpoczywała po polowaniu, budowle w stylu mauretańskim i wysoki na 62 metry Minaret, najwyższy tego typu budynek w Europie.

Lednicko-valticky krajobraz kulturowy to tajemnicza atmosfera, intymne zakątki ogrodowych labiryntów, nieznane gatunki roślin i owadów, motywy orientalne, kameralne stateczki i łódki, zaskakująca architektura. I muzyka, dużo muzyki, szczególnie wczesną jesienią, kiedy odbywa się Lednicko-valtický hudební festival. Znakomici artyści, świetnie skonstruowane programy. Warto tam pojechać. A jeśli się uda, to na jedną z oper barokowych. Są wystawiane w pięknym barokowym teatrze, na który niestety nie dane mi było choć rzucić okiem.

Nie wszędzie udało się nam dotrzeć. Kilka miejssc zostawiliśmy sobie na następny raz. Bo na pewno pojadę jeszcze do Lednic i Valtic. Tyle zostało do odkrycia, tyle do podziwiania, doświadczania. I jeszcze dwa wpisy na listę UNESCO — Rezerwat Biosfery Dolna Morawa i tradycyjny taniec Verbuňk z morawskiego regionu Slovacko. Skoki, przeskakiwania, przysiady, wypady, kucanie, klaskanie, stukanie obcasami. Wielka improwizacja. Widziałem już ten taniec na festiwalu folklorystycznym w Luhačovicach. Chcę jeszcze!!!

Zostało nam jeszcze rozwiązanie małej zagadki. Kim jest Filip, który zabrał nas w tę wycieczkę…?

Filip — Filip Hlavinka — jest szefem Grono Tour, agencji zajmującej się organizowaniem wycieczek po Morawach. Choć agencja to złe słowo, bo od pierwszych chwili do końca jesteśmy traktowani jak przyjaciele. Ma nasz Filip talent do zaprzyjaźniania się. Lubimy tak. Sami się zaprzyjaźniamy. Podaliśmy Filipowi kilka punktów, które chcielibyśmy zobaczyć. Filip ułożył według tych wskazówek plan wyjazdu, Dla nas była ważna możliwość schowania wózka inwalidzkiego do samochodu. Nie było z tym problemów. Jedynym problemem, który ujawnił się przy końcu trasy to czas, Słońce zaczęło zachodzić a na to nie mieliśmy sposobu.

W okolicach Mikulova, Lednic i Valtic można się poczuć jak na południu. I nie piszę to o południu Moraw a o południu Europy, Budynki wznoszone przy udziale włoskich mistrzów. Krajobrazy niemal toskańskie. Piękne, pofalowane. A na polach na przemian winorośl i słoneczniki. Soczysta zieleń i złoto. Długie pasy zielonych, złotych i brązowych pól ciągną się poza horyzont. A na dzikich pagórkach wyrastają samotne drzewa albo białe kapliczki. Ale Toskanię dostrzegają nie tylko oczy. To także południowe zapachy, bazylia i oregano unoszą się daleko poza restauracyjne ogródki. O smakach już trochę wspominałem. Wino, sery, inne południowe specjały. I meruňki!!! Dojrzałe słodkie, dorodne morele. Kiedy tam byliśmy, były wszędzie i pod wszystkimi możliwymi do wyobrażenia postaciami… Meruňki. Te morawskie są najlepsze!!!

Materiał powstał we współpracy z https://www.facebook.com/zahradaevropy – Ogród Europy.

Wizualne portfolio, wpisy i galeria obrazków dla WordPressa

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *